Rozmowy o szczęściu - Agnieszka

19.03.2019

Wczoraj miałam swój “trzynasty” - wszystko mi się zawaliło - pękła rura w łazience, moja mama się przewróciła, zadzwonili ze szkoły syna - wszystko 15 minut przed zajęciami… W takich chwilach idę do przodu. Mówię sobie “Granecka, teraz nie myślisz za dużo, po prostu robisz”. Stopuję się, bo czasami mam tendencję do niepotrzebnego “rozkminiania” - wywiad z Agnieszką, lektorką Early Stage, mamą, pasjonatką rolek, gór i fotografii.

Jak to wszystko się zaczęło?

Moja historia na pewno nie jest zwyczajna :) Nim rozpoczęłam przygodę z Early Stage przez prawie 10 lat pracowałam w zupełnie innej branży, prowadziłam dział marketingu w typowej korporacji. Studia językowe zaczęłam później. Tam spotkałam moją obecną przyjaciółkę. Monika prowadziła swoją szkołę językową dla dzieci. To u niej odbyłam swoje pierwsze praktyki. Później Monika zaczęła współpracę z ES. Dużo opowiadała mi o szkole i zajęciach. Czułam jej zaangażowanie.

Praca w korporacji to była moja pierwsza historia, ale nie umiałam czerpać z tego zajęcia energii. To nie była moja bajka. Marzyłam wtedy, że może kiedyś połączę pasję z pracą. Jestem szczęściarą, bo właśnie tak jest obecnie :)

Aga podczas zajęć

Ile lat pracujesz w Early Stage?

Zaczęłam w 2013 roku. Pierwsze zajęcia poprowadziłam już w trakcie roku szkolnego. Zaopiekowałam się dwiema grupami - większość uczniów z tych grup uczę do dzisiaj :) W tym czasie zajęcia prowadzone były tylko na terenie szkoły, nie mieliśmy własnych sal, nie mogliśmy rozwieszać projektów, cieszyć się wspólną przestrzenią.

Na początku było grubo (śmiech). Myślałam wtedy “jest dużo do zrobienia, właściwie wszystkiego muszę się nauczyć”. Wychodziłam z zajęć z rozwianym włosem, energia dzieciaków zjadała moją, ale z czasem zaczęliśmy czerpać po równo:)

Bardzo kocham dzieci. Czasami żartuję z moimi przyjaciółmi i rodziną, że Bóg poskąpił mi własnych dzieci, ale w zamian dał mi furę podopiecznych. Teraz mój syn ma już 13 lat, więc jest bardziej młodym gniewnym, niż dzieckiem, a ja wciąż mam w pracy dzieciaki w różnym wieku - od najmłodszych do tych trochę starszych.

W tym roku opiekuję się 8 grupami. Dzisiaj czuję się też gotowa, żeby wspierać innych lektorów w początkach ich przygody i przekazywać im swoje pomysły i miłość do pracy z dziećmi.


Podobno początek Twojej pracy był niestandardowy?

Na początku broniłam się przed Early Stage, nie chciałam się tak mocno wiązać z żadną szkołą. Prowadziłam korepetycje, uczyłam w przedszkolu, prowadziłam też zajęcia dla dorosłych w korporacjach.

Zawsze dosyć krytycznie podchodzę do swoich możliwości, muszę być naprawdę pewna czegoś, żeby w to wskoczyć. Do Early Stage złożyłam aplikację przez serwis online. Moja przyjaciółka, która w Early Stage już wtedy pracowała, nic o moim zgłoszeniu nie wiedziała. Gosia Gwarek (dyrektor szkoły) odpowiedziała na moje zgłoszenie. W trakcie procesu rekrutacji Gosia była obecna na moich lekcjach pokazowych. Choć widziała, że nie mam doświadczenia dała mi kredyt zaufania, bo - jak opowiadała mi później - ujęło ją to, że szybko złapałam wspólny język z dziećmi, poprowadziłam kilka ćwiczeń leżąc z dzieciakami na dywanie i wszyscy czuliśmy się z tym naprawdę fajnie. Skoczyłam wtedy na głęboką wodę, ale nie zrobiłabym tego, gdyby nie wsparcie ze strony osób, z którymi zaczęłam swoją przygodę w ES.

Jestem samotną mamą, kiedy zgłosiłam się do pracy w ES byłam po ciężkim, przykrym rozwodzie. Musiałam szybko stanąć na nogi. To właśnie pchnęło mnie w stronę nowych, ryzykownych ścieżek rozwoju. Właściwie wszystko stało się w okresie kilku miesięcy. Założyłam działalność gospodarczą, zmieniłam swoje priorytety, nauczyłam się liczyć tylko na siebie i paru przyjaciół.

Z przyjaciółką Moniką. Pozytywne zdjęcie z fotobudki;)


Musiałaś być bardzo odważna... wzrusza mnie to, że w takim trudnym prywatnie momencie tyle zmieniłaś.

Wyobraź sobie taką sytuację: ciężko jest Ci wstawać rano do pracy bo nie za bardzo ją lubisz, Twoje życie prywatne jest pełne problemów. Człowiek musi z czegoś czerpać siłę, nawet w najtrudniejszym okresie. Wtedy tę siłę dał mi mój syn - to dla niego byłam twarda, musiałam być i mamą i tatą. Nie chciałam się przy nim posypać. Ale dla mnie to było za mało.

Wiem co dzieje się z dziećmi po rozwodzie. Dzieci rozwiedzionych rodziców najczęściej obwiniają się za całą sytuację. Nie chciałam, by tak się zdarzyło w naszym przypadku. Zależało mi na tym, aby mój syn widział mamę, która się realizuje, nie poddaje się, która jest twarda i nie narzeka - niekoniecznie zawsze szczęśliwa - uczyłam go też rozmawiać o emocjach, o tym co czujemy i dlaczego tak się dzieje. Chciałam jednak być silna nie tylko dzięki synowi ale też dzięki pracy, którą kocham.

Dlatego zaczęłam szukać. To był czas, kiedy robiłam, co mogłam, żeby dać sobie radę. Bardzo szybko zdarzyło się tak, że w ES zaopiekowałam się kolejną grupą i przejęłam obowiązki lidera. Pierwszy rok był ciężki - zwłaszcza w kontekście kontaktów z rodzicami. Podczas swojego pierwszego doświadczenia z rekrutacją wrześniową miałam nieoczekiwaną, ale bardzo motywującą rozmowę z panią Joanną Zarańską. Pozwoliła nam ona rozwiązać bieżące problemy, ale jednocześnie dała mi ogromny zastrzyk energii i inspirację do dalszych działań. No i zakończyła się tematem zwierząt, które dla nas obu stanowią bardzo ważną część życia :)

Niewiele osób stać na odważny krok, żeby w takim momencie szukać wyzwań. Ludzie tkwią w status quo, które daje im poczucie bezpieczeństwa, nie chcą wyjść poza swoją strefę komfortu.

Wszyscy z nas mają pasję, oprócz pracy. Jeśli zdarza się taka sytuacja w życiu, która Cię popycha, żeby poszukać dalej, być może zmienić zawód…trzeba brać sprawy w swoje ręce. Ja bym sformułowała to pozytywnie - coraz więcej osób podejmuje wyzwania, szczególnie coraz więcej kobiet tak naprawdę zaczyna rozumieć, że ma głos, wie, czego chce, nie boi się zmian. Mam bardzo dużo koleżanek, które zakończyły nieciekawie małżeństwa i w 98% przypadków na kobiety spada ciężar emocjonalny i organizacyjny tej sytuacji. Fakty są nieubłagane. Jeśli nie wyjdziesz ze strefy komfortu to się nie rozwiniesz... Czasami trzeba się cofnąć, żeby pójść dalej. Człowiek nie jest stworzony do tego, by “osiadł”, bo życie to ciągła zmiana. I jak się przejdzie takie trudne momenty, które transformują człowieka to zmienia się świadomość i postrzeganie świata. To wyzwala. Jeśli przestaniemy się bać tego, co się stanie, czy sobie poradzimy, sięgniemy do swoich doświadczeń i przypomnimy sobie, że już nam się kiedyś udało, to zmniejszamy nasze obawy. Przestajemy się kurczowo trzymać rzeczywistości, otwieramy się na nowe. Życie jest niepojęte:) 

Perspektywa

Nam się wydaje, że wszystko kontrolujemy - od budzika, po przygotowanie planu zajęć na cały dzień, a to jest złudne. Każdego dnia wszystko może się zdarzyć. Nauczyłam się - zamiast modlitwy - dziękować wieczorem za przeżyty fajnie dzień. Były dobre lekcje, dobra energia od dzieci, nic się nie wydarzyło złego w moim prywatnym życiu, to jest naprawdę ok :)

Wczoraj miałam swój “trzynasty” - wszystko mi się zawaliło - pękła rura w łazience, moja mama się przewróciła, zadzwonili ze szkoły syna - wszystko 15 minut przed zajęciami… W takich chwilach idę do przodu. Mówię sobie “Granecka, teraz nie myślisz za dużo, po prostu robisz”. Stopuję się, bo czasami mam tendencję do niepotrzebnego “rozkminiania” (śmiech).

Problemy zawodowe i prywatne staram się ‘przegadać’ ze swoją przyjaciółką. Wierzę, że ‘przegadanie’ umożliwia przezwyciężenie większości przeszkód . Kiedyś zamykałam się w sobie, nie skarżyłam się nikomu, nie mówiłam, że jest mi źle, trudno, że nie dam rady. Skończyłam z tym. Przestałam już chować w sobie wszystkie emocje.

Podoba mi się nowa filozofia Early Stage, która stawia na relacje. Cieszą mnie też zmiany w Talent Booster, będące jej konsekwencją, choć przyznam, że rozmowy z Gosią są dla mnie zawsze absolutną przyjemnością. Interesujemy się sobą, dopytujemy o nasze pasje, zainteresowania, pożyczamy sobie książki, filmy, wymieniamy pomysły na kreatywne użycie mediów społecznościowych. To jest taki zastrzyk energii - szczególnie w czerwcu, kiedy jestem zmęczona całym rokiem pracy. A ja przecież zaraz po końcu roku jadę na obóz z dzieciakami, więc muszę mieć siłę:)

A propos praktykowania wdzięczności - wczoraj na Instagramie Agnieszki Stein wyświetlił mi się takie obrazek “Podziękuj za to, co Cię dzisiaj nie boli”.

Człowiek wpada w pułapkę komfortu i przestaje doceniać to, co ma. Przyjmujemy wszystko co mamy jako oczywistość i pewnik. Taka jest ludzka natura, pozwala nam się szybko zadowolić tym, co mamy i tym samym pcha nas dalej.

Ale im więcej człowiek przeżyje, tym więcej ma pokory wobec tego co się dzieje, a tym samym i więcej frajdy z życia. Dzisiaj mam 42 lata i jestem dużo szczęśliwszą osobą, niż byłam jako młodziutka, piękna i pozbawiona zobowiązań dziewczyna.

Wiesz za co dziękować.

Tak, mam większe poczucie sprawczości.

Mam jeszcze pytanie o Twoje pasje. Gosia wspominała coś o rolkach, fotografii…;)?

Śmigam kiedy się da, nawet maratony rolkarskie. W ubiegłym roku byłam na ultramaratonie - przejechałam prawie 46 kilometrów po całej Warszawie. Lubię to, nie tylko ze względu na rolki ale też na energię, jaka tam jest. Młodzi ludzie wybierają w czwartek lub piątek sport, zamiast bezczynnego spędzenia tego czasu. Rolkami zafascynował mnie mój pierwszy chłopak, to było na początku liceum. Wtedy nawet skakałam przez śmietniki, zjeżdżałam ze schodów przy Zamku Ujazdowskim. Ostatnio próbowałam jeździć z psem, ale okazało się to dużo bardziej ryzykowne niż zjazd ze schodów przy Zamku Ujazdowskim ;)


Moją pasją jest też czarno-biała tradycyjna fotografia. Zdjęcia wywoływane w ciemni, cały ten proces, celebracja… Zrobiłam nawet kurs fotografii tradycyjnej w ZPAF. Jednak w tamtym okresie tak się zanurzałam w tej pasji, że traciłam kompletnie poczucie czasu. Całkowicie mnie to pochłaniało i ciężko mi było godzić tę fascynację z rzeczywistością. Dlatego odstawiłam na razie fotografię, ale zamierzam wrócić do niej, jak tylko będę miała na to przestrzeń.

Kocham też góry. Zaraziłam nimi syna, choć ciężko mi było uwierzyć, że jest to możliwe. Pod koniec wakacji wyjeżdżamy razem na tydzień i powiem Ci, że najpiękniejsze w tych wyjazdach, oprócz przyrody, są nasze godzinne rozmowy. Wysiłek fizyczny powoduje wyrzut adrenaliny i hormonów szczęścia, a tym samym silną potrzebę “przegadywania spraw”. To są tygodnie, które zbliżają nas na kolejną połowę roku. Takie małe kamyczki, które wrzucamy do naszego ogródka, żeby zbudować fajną relację. Energia, jaką dają mi góry, pomaga mi też dobrze zacząć wrzesień i cały nowy rok szkolny.


Agnieszko, powiedz mi na koniec, tak trochę podsumowując, czym jest dla Ciebie szczęście?

Mieć szansę przeżyć życie, doświadczyć go po prostu... pod warunkiem, że człowiek działa. Szczęście to możliwość aktywnego działania. Jeśli mi się coś nie podoba to to zmieniam. Jeśli coś mnie rani, to mówię o tym. Zmieniam siebie, ludzi, świat.

Dziękuję za tę inspirującą rozmowę:)  

                                                                 

                                                  

Rozmawiała: Natalia Gozdowska

Gardło na ławce rezerwowych

Zazwyczaj gra w pierwszym składzie, ale kiedy ma gorszy dzień – dostaje czerwoną kartkę i trafia na ławkę rezerwowych! Tyle że mecz toczy się dalej i trzeba ...
Czytaj więcej

Gramatyczny szach mat

Lubisz wygrywać? Gramatyka to mocny zawodnik, nie ulegnie bez walki! Jeżeli chcesz działać taktycznie, wciągnij ją do gry i nie wypuszczaj z klasy, dopóki ni...
Czytaj więcej

Feedback z innej beczki

Wyobraź sobie, że istnieje Biuro Informacji Zwrotnej. Dzwonisz, a ciepły głos w słuchawce mówi: „Zostaw wiadomość. Niezwłocznie przekażemy ją adresatowi”. Ni...
Czytaj więcej

Praca lektorki to dla mnie nieograniczone możliwości rozwoju i świetna zabawa

Po tych kilku latach pracy, zaczęłam inaczej patrzeć na świat – jak widzę dużą kostkę myślę „pogramy w klasy ćwicząc past simple”, jak widzę pusty słoik myśl...
Czytaj więcej